Przed świętami polecieliśmy do Alicante. Grudzień, po sezonie, a w morzu dało się jeszcze wykąpać. Nie było tłumów, a temperatura była idealna na długie spacery po mieście i nad wodą.
Dojazd i hotel
Z Polski do Alicante lata bezpośrednio Ryanair, więc podróż była wygodna. Hotel mieliśmy tuż przy plaży, z widokiem na morze, a obok była marina. Spacer wzdłuż pomostów i oglądanie, co tam ciekawego stoi, to dla nas osobna atrakcja.
Ciekawostka dla żeglarzy: od 2008 roku Alicante jest portem startowym The Ocean Race, regat dookoła świata, a w porcie działa muzeum tych regat.
Centrum na długie spacery
Centrum jest idealne na długie spacery. Wzdłuż portu ciągnie się Explanada de España, promenada pod palmami. Jej nawierzchnia to mozaika z około 7,5 miliona marmurowych kostek w trzech kolorach, czerwonym, kremowym i czarnym, ułożonych w fale. Wzór podpatrzono na placu Rossio w Lizbonie. Do tego jest spore molo, po którym też chodziliśmy na spacer.
Zajrzeliśmy też do Mercado Central, hali targowej zbudowanej w latach 1917-1921 z ozdobami walenckiego modernizmu. Na stoiskach leżą ryby, owoce morza, owoce i warzywa.
Zamek Santa Bárbara
Nad miastem, na górze Benacantil (167 m), stoi zamek Santa Bárbara. Nazwę zawdzięcza dacie: 4 grudnia 1248 roku, w dzień świętej Barbary, zdobyły go wojska kastylijskie infanta Alfonsa, późniejszego króla Alfonsa X Mądrego.
Na górę można wjechać windą wydrążoną w skale, z wejściem naprzeciw plaży Postiguet. My poszliśmy pieszo: podejście pod zamek to przyjemny spacer, a widoki z murów na port, plaże i miasto są wspaniałe.
Z plaży warto spojrzeć na zbocze góry: skały układają się w twarz, którą mieszkańcy nazywają Cara del Moro, czyli Twarz Maura.


Grudzień nad morzem
Po sezonie Alicante jest spokojne. Na plaży Postiguet pod zamkiem było kilka osób, w słońcu było ciepło, a niektórzy, jak widać, wchodzili do morza.