Żagle są z nami od lat, bo leżenie nigdy nam nie wychodziło. W Grecji pływaliśmy już trzeci raz, tym razem wokół Lefkady: tydzień, sześć wysp, kilka małych portów i jedna noc, którą zapamiętamy na długo.
Jak to się zaczęło
Od przypadku. Znajomy zaprosił Tomka na regaty YKP Białystok w Chorwacji. Pojechał trochę z ciekawości, a wrócił z głową pełną wiatru. Od tamtej pory pływamy razem - najczęściej po Chorwacji, coraz częściej po Grecji.
Co nam daje woda
- Miejsca od strony wody. Wyspy i zatoczki poznajemy inaczej niż z lądu, a do niektórych da się dotrzeć tylko łódką.
- Codziennie inne miejsce. Wyspa, zatoczka, marina - a sama droga między nimi jest przyjemnością, nie dojazdem.
- Adrenalina. Przy mocnym wietrze jacht żyje, a my razem z nim.
- Ciągle się czegoś uczymy. Dlaczego łódka w ogóle płynie i jak płynąć szybciej, liny, węzły, cumowanie, wejście do portu, przepisy. Bardzo nas to wciąga.
- Ludzie i lokalne życie. Zwiedzamy wysepki, jemy w rodzinnych tawernach i poznajemy lokalną kulturę.
Trasa
Dzień po dniu
Lefkada - odbiór jachtu
W sobotę odbieramy jacht w D-Marin Lefkas, w bazie Dream Yacht Charter. Marina leży tuż przy miasteczku Lefkada i ma około 900 miejsc. Nasz jacht to Oceanis 51.1 o imieniu Amphitrite - w mitologii żona Posejdona, więc z morzem powinna się dogadać. Zakupy, rozpakowanie, sprawdzenie sprzętu i pierwszy wieczór w porcie.
Było nas osiem osób, a zmieścilibyśmy się i w dziesięć - jacht zabiera do dwunastu. Pięć kabin, do tego kabina skippera (u nas wolna), i trzy łazienki, każda z prysznicem i elektryczną toaletą. Nic nie trzeba pompować ręcznie, spora wygoda.


Meganisi - Vathy
W niedzielę do południa pogoda taka sobie, trochę popaduje, ale nic strasznego. Płyniemy na Meganisi, małą wyspę tuż obok Lefkady. Vathy to miasteczko wokół głębokiej zatoki: kilka uliczek, kolorowe domy i tawerny przy samej wodzie. Jemy w Stavros Family Taverna, którą Stavros prowadzi razem z tatą.
Stajemy w miejskiej marinie i płacimy za postój kilka euro. Jest parę słupków z wodą i prądem, ale dość daleko, a prąd nie działa... Za to śmieci można wyrzucić bez problemu :) Po prawej stronie przy wejściu do portu jest też prywatna marina, ale skoro jest miejsce w miasteczku, to czemu nie :)


Kalamos - wyspa Georga
Kolejna noc na Kalamos. W porcie przyjmuje nas George, nieformalny król wyspy. Łapie cumy, ustawia jachty i zaprasza do swojej tawerny na nabrzeżu - i robi to od lat. Jachtów sporo, ale jesteśmy już po sezonie. Tak zwykle pływamy po Grecji: mniej ludzi, wolne miejsca w portach, a pogoda wciąż piękna.
Idziemy do latarni, a potem na długi spacer na plażę Agrapidia. Wieczór spędzamy na jachcie.




Kastos - kotwica, która nie trzymała
Prognoza zapowiada słabszą pogodę - a prognoza to na wodzie podstawa - więc robimy szybki przelot na Kastos. To mała, kameralna wyspa, a przy pomoście jest miejsce dla kilku łódek.
Po południu zwiedzamy wyspę: kamienne domy, gaj oliwny i turkusowe zatoczki.




W nocy zaczyna mocniej wiać. Wracamy akurat z jedynej otwartej tawerny, kiedy widzimy, że nasza kotwica nie do końca trzyma. Biegniemy. Staliśmy pierwsi, więc odchodzimy od pomostu jako pierwsi - i od razu widać, że sąsiedzi mają ten sam problem i lekko uderzają o pomost.
Podnosimy kotwicę, która przy okazji zaplątuje się w liny od boi. Drugi raz już jej nie rzucamy. Stajemy burtą do nabrzeża na miejscu dla promu - pod jednym warunkiem: pobudka o 5:30, bo o 6:00 prom chce swoje miejsce z powrotem :)
Nikomu nic się nie stało, a przygoda była konkretna.
Rano odpływamy na kotwicę do zatoczki tuż obok, przy wejściu do portu, i tam dosypiamy. Po śniadaniu płyniemy dalej.
Atokos - „Wyspa Świń”
Płyniemy na Atokos, bezludną wyspę między Kastos a Itaką. Plaża, kąpiel w zatoczce i ścieżka pod górę, z której widać sąsiednie wyspy i nasz jacht na kotwicy. Na plaży spacerują dzikie świnie, tuż obok ludzi, i szukają czegoś do jedzenia między kamieniami. Na wyspie nie ma tawerny, sklepu ani wody, wszystko trzeba przywieźć ze sobą.




Itaka - Kioni
Na noc płyniemy na Itakę, do Kioni. Małe miasteczko w zielonej zatoce, kamienne domy schodzące do wody i stare wiatraki przy wejściu do portu.




Kioni zwiedzamy na piechotę. Znajomi z załogi wypożyczają skuter i objeżdżają sporą część Itaki, a my idziemy przez górę do kościółka św. Mikołaja (Mavrouna) nad zatoczką. Podejścia są spore, ale z pięknymi widokami, a pogoda idealna do chodzenia.
Po drodze mijamy sporo kotów i, o dziwo, kilka psów, które witają nas głośnym szczekaniem :) Kawałek za portem robi się wyraźnie mniej turystycznie, za to bardziej lokalnie. Do kościółka schodzimy jedną drogą, a wracamy drugą - trochę naokoło, ale przyjemnie.




Wieczorem siadamy w En Plo, barze na dachu przy marinie: śliczny widok, dobre drinki i towarzystwo znajomych - i nas samych :) Potem jeszcze wieczór na jachcie, w równie miłej atmosferze.
Rano spacer i kąpiel na plaży Plakoutses. Morze wciąż ciepłe, 22-23 stopnie.


Jaskinia Papanikolis
Przed Sivotą zaglądamy jeszcze do jaskini Papanikolis na południowo-zachodnim brzegu Meganisi. Nie da się do niej dojść z lądu, można ją zobaczyć tylko od strony morza. Stajemy blisko wejścia, spuszczamy ponton i po kolei wpływamy do środka. Podobno w czasie II wojny światowej chował się tu grecki okręt podwodny Papanikolis - stąd nazwa.


Sivota
Przedostatnią noc spędzamy w Sivocie, wiosce na końcu głębokiej, osłoniętej zatoki na południu Lefkady. Wiele restauracji ma tu własne pomosty: cumuje się przy nich za przysłowiowy obiad, a do tego jest prąd, woda i można oddać śmieci. Stajemy burtą przy Tawernie Stavros i tam też jemy obiad.
Rano idziemy na śniadanie do Sivota Bakery Cafe: zdrowe, pyszne śniadania w świetnym miejscu. Na drinki polecamy Liotrivi: duży wybór i bardzo dobre drinki.




Powrót do Lefkady
Ostatni dzień to port w Lefkadzie: sprzątanie, zdanie jachtu i ostatnia kolacja w miasteczku. W sobotę rano jedziemy samochodem do Aten, a stamtąd do domu.



