Piszemy tu o żaglach i dalekich wyjazdach, ale sporo odkrywamy też tuż obok domu. Czasem wystarczy wyjść za furtkę albo wsiąść na rower, żeby zobaczyć coś nowego.
Las za płotem
Jesteśmy szczęściarzami: nasze podwórko zaczyna się w lesie. Widzimy go każdego dnia, więc grzechem byłoby z tego nie korzystać. Chodzimy tam regularnie na spacery i wycieczki rowerowe. Po drodze mijamy padok, a konie lubią podejść do płotu.




Rowerem dalej
Na dłuższe wycieczki rower to nasz ulubiony środek transportu na lądzie. Jedzie się na tyle wolno, że widać okolicę, i na tyle szybko, że w jedno popołudnie można dojechać do sąsiedniego miasteczka.
Czasem wspomagamy się rowerami elektrycznymi, które wypożyczamy w Decathlonie. Na dłuższej trasie, pod wiatr albo pod koniec dnia, bardzo się przydają.


Tykocin
Jednym z naszych ulubionych celów jest Tykocin, małe miasteczko nad Narwią. Prawa miejskie dostał w 1425 roku i do dziś zachował dawny układ ulic, z rynkiem i niskimi domami.
Na mapie zaznaczyliśmy trasę z centrum Białegostoku, z Rynku Kościuszki. To około 33 km: po drodze mijamy Złotorię i Siekierki i przejeżdżamy przez Narew. Spokojnym tempem jedziemy półtorej do dwóch godzin, na rowerze elektrycznym trochę szybciej.


Miasteczko leży nad samą Narwią. Po zwiedzaniu często schodzimy nad wodę i tam zostajemy do wieczora.




Noc na zamku
Bywa, że nie wracamy tego samego dnia i zostajemy w Tykocinie na noc, na przykład na zamku. Z okna pokoju widać dziedziniec, a wieczorem wychodzimy jeszcze na spacer pod mury, kiedy nad łąkami zachodzi słońce.



Słońce prosto w twarz
Tykocin leży na zachód od Białegostoku, więc kiedy jedziemy tam po południu, mamy słońce prosto w twarz. Tak jak lubimy :) Trochę o tym jest nasz kawałek Into the Sun: jedziemy w stronę słońca, a liczy się to, kto jest obok.

